Loty widokowe

Lotna Klasa - zakończenie obozu szkoleniowego Klasy Lotniczej

2011-05-21 //Wstecz
Lotna klasa - Grunt to sprawnie "kręcić korki" i zawsze móc sobie pomachać skrzydłami.

Romuś biega po lotnisku w spadochronie. - On tak ma od tygodnia. Nawet do spania spadochronu nie zdejmuje - żartują koledzy Romusia z klasy lotniczej II Liceum Ogólnokształcącego na nowotarskim Borze.

W "kwadracie" - wydzielonej, opatrzonej flagą strefie lotniska, gdzie rotacyjnie, co parę minut to wznoszą się, to lądują szybowce - krząta się grupka młodzieży. Pogoda piękna, i "lotna" - a to najważniejsze dla młodych szybowników. Do ideału brakuje jedynie bezruchu powietrza. Zrywające się raz za razem podmuchy wybijają startujące maszyny z równowagi, nieoczekiwanie unoszą któreś z cienkich skrzydeł szybowca. Maszyna na chwilę traci stabilność, ale błyskawicznie ją odzyskuje za sprawą ruchu sterem. Chwilowo obydwa szkolne 2-miejscowe "Puchacze" stoją bezwładnie, przechylone, oparte o ziemię końcówką skrzydła. Loty trzeba było przerwać, bo w samolocie pękła rurka doprowadzająca sprężone powietrze. Usunięcie awarii to kwestia kilkunastu minut, akurat tyle, ile potrzeba, żeby raz jeszcze przeanalizować teorię "kręcenia korków". Od rana cała lotnicza klasa zawzięcie zajmuje się "kręceniem". W skrócie chodzi o szczególną sytuację, gdy następuje przeciągnięcie - prędkość szybowca drastycznie spadnie, a  skrzydła stracą podparcie. Maszyna bezładnie wali się w dół przez skrzydło albo przez plecy i wpada w korkociąg. "Korek", choć zaliczany do sytuacji w powietrzu niebezpiecznych, jest chlebem powszednim szybownika. Dlatego każdy pilot powinien wiedzieć, w jaki sposób zareagować sterami, żeby się z "korka" wprawnie wywinąć. Teoretyczne podstawy "korków" zgłębia właśnie Aneta. Dziewczyna zaraz wsiądzie do ciasnej kabinki szybowca i gdzieś na ośmiuset metrach spróbuje "kręcenia".


W grupie lotników szkolą się 2 dziewczyny, obie mają na imię tak samo - Aneta. Anety, podobnie jak cała męska część grupy, nie wyobrażają sobie zawodowej przyszłości poza lataniem. Na szkolenie trafiły trochę z przypadku. - Wciąż niewiele dziewczyn interesuje się lataniem. Byłyśmy takimi rodzynkami i to było bardzo miłe - podkreślają zgodnie. Razem z kolejnymi startami i lądowaniami przywilej bycia rodzynkiem zszedł na plan dalszy. Dlaczego? Bo dziewczyny połknęły autentycznego lotniczego bakcyla.
- Dlaczego chciałem latać? - zastanawia się Dawid. - Bo latanie to coś innego, coś, dzięki czemu można się wyróżnić - przyznaje. Choć młodzi adepci latania nie mówią o tym głośno, to bycie lotnikiem nobilituje, wyróżnia wśród kolegów - "nielotów". Poza tym tylko lotnik półtora miesiąca przed końcem roku szkolnego może sobie zrobić (zupełnie legalnie) tygodniową przerwę w nauce. I w czasie, gdy inni uczniowie zawzięcie walczą o piątki i szóstki z chemii i matematyki, tylko lotnik  przyjemnie spędza czas na lotnisku...
Dominik zaraził się lotnictwem już dawno. Lotnicza infekcja przeszła też na jego brata. Swoją przyszłość Dominik widzi bardzo klarownie: licencja pilota szybowcowego, później amatorska - samolotowa, matura i dalsza nauka pilotażu. Dominik chciałby kiedyś usiąść za sterami ogromnego komunikacyjnego odrzutowca. Podobne marzenia ma Wiesiek. Za to Dawid wybiera się do wojska. - Latanie z prędkością 2 machów to musi być adrenalina - rozmarza się. - Za sterami myśliwca można sobie na dużo więcej pozwolić. A pilotując takiego "pasażera" to by sobie człowiek nawet nie mógł pomachać skrzydłami - dodaje rezolutnie.

W ciągu zaledwie tygodnia lotniczego obozu na nowotarskim lotnisku każdy z dziewiątki - uczniów - lotników klasy 1H wykonał ok. 30 lotów szybowcowych z instruktorem i spędził w powietrzu ok. 5 godzin. - Na początku było sporo strachu. Szczególnie podczas lotu na holu za samolotem. Wtedy trochę rzuca - relacjonuje Dawid. Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca na fotelu pilota? - Straszna ciasnota. W kabinie puchacza trudno się zmieścić - przytakują zgodnie chłopcy. Na pytanie o najbardziej stresujący element lotu też zgodnie odpowiadają: lądowanie. Trzeba precyzyjnie określić odległość, wysokość. A później gładko przyziemić. - Trzeba uważać, żeby nie przelecieć lotniska, no i nie przyłożyć w ziemię za mocno - obrazuje Dawid. Młodzi piloci przyznają, że pozostałe czynności pilotażowe szybko wchodzą w nawyk i wykonuje się je automatycznie. Grupa nie może się już doczekać egzaminu i tego, co nastąpi tuż po nim: pierwszego lotu samodzielnego, gdy miejsce instruktora w kabinie będzie zupełnie puste.

- To jest naprawdę utalentowana młodzież - chwali klasę lotniczą Paweł Kos, szef nowotarskiego aeroklubu i instruktor lotniczej klasy. - Wszyscy świetnie sobie radzą, myślę, że nie będzie najmniejszych problemów z zaliczeniem pierwszego egzaminu i rozpoczęciem samodzielnego latania - podkreśla. Wylicza też kolejne etapy szkolenia. Jesienią, podczas wrześniowego obozu młodzi lotnicy będą ćwiczyć celność lądowania, a wiosną przyszłego roku - rozpoczną loty z wykorzystaniem wstępujących prądów termicznych. "Termika" potrafi utrzymywać szybowiec w powietrzu nawet przez kilka godzin. Kolejnym etapem będzie szkolenie z zakresu podstaw akrobacji lotniczej, po którym licealiści będą mogli przystąpić do egzaminu państwowego i uzyskać licencję pilota - szybownika. Szef aeroklubu zaznacza, że młodzież może realizować swoje lotnicze marzenia wyłącznie dzięki dotacji nowotarskiego starostwa oraz przychylności dyrekcji II LO. To samorząd - w stu procentach - sfinansował szkolenie szybowcowe licealistów.

Marek Kalinowski / TygodnikPodhalański - Relacja w telewizyjnych wiadomościach TP

*

ps. W czwartek 19 tego maja zakończył sie pierwszy szkolny obóz Klasy Lotniczej, 9-ciu uczniów wykonało swoje ostatnie loty samodzielne i tym samym uzyskało prawo do dumnego noszenia Trzech Mewek. Na zakończenie obozu nie obyło się bez tradycyjnego laszowania przy pomocy legendarnej laszownicy, czyli płozy od Bociana. Instruktorzy, z którymi latali uczniowie, tj. instr. pil.  Marek Lijewski oraz instr. pil. Paweł Kos, wręczyli swoim uczniom mewki i tym samym przyjęli Ich do grona lotników. (Zdjęcia)

RK.